A gdyby tak przestać ciężko pracować?

Sty 24, 2020 | 0 komentarzy

Nie wiem jak jest u Ciebie, ale w mojej głowie od dawien dawna tłucze się hasło „ciężka praca popłaca”. Obija się czasami z hukiem o czaszkę i wtedy sobie o nim przypominam. 

Nie wiem skąd się u mnie wzięło, nie wiem kto mi takie cacko sprzedał, ale wiem jedno. Ja je bez zastanowienia kupiłam, wzięłam jako swoje i pozwoliłam się rozgościć w mojej głowie. Takie rozgoszczone siedziało sobie długie lata i wyrosło na mocne przekonanie. Nawet gorzej. Myślę, że sama je ochoczo pielęgnowałam. A teraz tego cholerstwa nie mogę się pozbyć. A już wcale go nie chcę. Wyganiam, a ono chowa się gdzieś w zakamarkach podświadomości albo ucieka i w tej ucieczce wali głową w mur, czyli w moją głowę, czyli wspomnianą już czaszkę. A że czaszka twarda, ciężko w niej znaleźć szczelinę, to mi jeździ non stop pod kopułą i spokoju nie daje. Ale ja w końcu znajdę sposób, zwabię w ciemne miejsce i podstępem wyciągnę. Na zawsze!

A po co cała ta moja walka z ciężką pracą? Po to, że to przekonanie mnie nie wspiera. Nie zgadzam się z nim. Nie ma potwierdzenia w mojej rzeczywistości. Wiele lat chodziło mi po głowie to, że jak chcę osiągnąć sukces to tylko ciężką pracą. Jak chcę coś osiągnąć w życiu to nie da się bez wysiłku. Muszę się namęczyć, napocić, nastresować i może wtedy otrzymam jakąś nagrodę. Może… Czyli nie na pewno. Czyli będę się starać, zarzynać, tracić energię a czasami i zdrowie i mogę nic z tego nie mieć. No ludzie! Litości! Kto wymyślił tego wirusa i zaczął go rozsiewać? Nie lubię typa.

Za to lubię pielęgnować odwrotne podejście, bo można pracować z lekkością, bez spiny i na luzie. Sukces jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy zauważyć gdzie dokładnie i po niego sięgnąć. Pisząc sukces, mam na myśli nie tylko wielkie osiągnięcia godne Nobla czy Oscara czy innego imienia, ale każdy efekt, którego się spodziewamy. Każda decyzja, każde działanie, a nawet brak działania przynosi pewien efekt. I my zazwyczaj wiemy jaki on będzie lub przynajmniej na pewne konkretne objawienia się szykujemy. I ja nie wierzę tym co mówią, że oni na nic się nie nastawiają, żeby nie zapeszyć, żeby się nie rozczarować itp. Bullshit! Oni dokładnie wiedzą czego nie chcą zapeszyć, dokładnie wiedzą jakiego rozczarowania się boją, czyli dokładnie na to się nastawiają. Wkurza mnie to. Jednocześnie wiem, że sama czasami robię to samo. Pewnie dlatego tak mnie to wkurza i widzę to u innych. Ze strachu, że coś pójdzie inaczej niż myślałam, nie chcę powiedzieć, żeby potem nie było mi głupio, żeby się nie tłumaczyć albo co gorsze nie usłyszeć tego mega super zdania „a nie mówiłam”. Co to pokazuje? Że wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy swoje dziwactwa, wkurzamy się na nie i przynajmniej mamy o czym gadać 🙂

No ale dobra, bo zeszłam z tematu sukcesów i efektów na jakieś tłuste marudki. Skąd mi się pojawiło to uwielbienie do łatwej pracy? A no z życia drodzy Państwo. Odkryłam to rozmyślając o tym w jaki sposób pracuję, prowadzę swój biznes, w jaki sposób pracowałam na etacie. W tych rozmyślaniach dotarłam później też do studiów, liceum i szkoły podstawowej, więc grubo. Ciężką pracę albo ktoś mi zaszczepił wraz z pierwszym szczepieniem albo otrzymałam w genach.

Okazało się, że prowadząc własny biznes mogę poświęcać więcej czasu na to co robię najlepiej, w czym jestem świetna, co przychodzi mi z łatwością, a mniej na wszystkie inne tematy, z którymi aż tak nie sympatyzuję. Zauważyłam, że pracuję szybciej, że mogę spędzać nad pracą mniej czasu i pracować tylko 5 godzin w ciągu dnia albo mogę pracować 12 godzin jak mnie coś pochłonie i nie mam ochoty się od tego odrywać. Następnie zaczęłam się zastanawiać jak to było na etacie, w sumie nie tak dawno, więc wszystko jeszcze pamiętam.

Myślę, że w wir ciężkiej pracy popchnął mnie mój pierwszy etat. Pierwsza praca, gdzie trzeba się wykazać, zaprezentować swoją zajebistość. Potrafiłam pracować po kilkanaście godzin, mój rekord to 17. Jechałam do pracy, robiłam, robiłam, robiłam, wracałam do domu spać i znowu do pracy. Rezygnowałam z siebie, ze swoich pasji, ze znajomych, no bo to pierwsza praca i przecież musi być ciężko. No i zgadzało się to z moim przekonaniem zakorzenionym tak mocno. Trochę lepiej, choć podobnie, było w następnej pracy i na kolejnych stanowiskach. Musiało być ciężko. Robiłam mozolnie te wszystkie prezentacje, raporty, statystyki, kosztorysy, harmonogramy, obsługiwałam klientów, dbałam, budowałam relacje i męczyłam się z tym okrutnie. Nie lubiłam większości z tych zadań. Jedyny ratunek to brainstormy, praca kreatywna, myślenie nad koncepcją, te zadania pozwalały mi odetchnąć, ale to był jakiś marny odsetek tego co sprawiało mi satysfakcję. Generalnie stres non stop, było ciężko, więc… wszystko gra, no bo tak wygląda przecież praca.

Jak długo można tak działać? Bardzo długo. Do czasu aż pojawi się jakaś choroba, frustracja, depresja, wypalenie zawodowe albo ktoś Cię tak wkurwi, że rzucisz papierami. Ja tak działałam ponad 10 lat. Moje przekonanie o ciężkiej pracy zapędziło mnie w kozi róg. Byłam niezadowolona z tego co robię i jednocześnie nic nie zmieniałam, bo myślałam, że tak ma być. A do tego nie bardzo wierzyłam w siebie, więc się na wszelki wypadek nie wychylałam i nie pytałam czy można coś zmienić. Jednak moja intuicja w którymś momencie doszła do głosu i podpowiedziała mi mój pierwszy w życiu kurs rozwojowy. I tam się zadziały cuda, i tam zaczęłam zmieniać sposób myślenia. Zobaczyłam, że można inaczej, że nie trzeba się zawsze męczyć. A jak zrobiłam moją pierwszą w życiu mapę marzeń i te marzenia same zaczęły do mnie przychodzić to totalnie oszalałam z radości. Zmienił się sposób w jaki zaczęłam patrzeć na świat. Przypomniała mi się też książka, którą czytałam jako nastolatka („Potęga podświadomości”, Joseph Murphy). Przypomniałam sobie wskazówki z tej książki, które wtedy stosowałam i które działały, a o których zapomniałam, kiedy zaczęłam pracować. Powiedziałam STOP! Koniec z męczarniami.

Postanowiłam zmienić to przekonanie i zacząć myśleć, że praca jest przyjemna, daje radość i satysfakcję. Odeszłam z etatu i założyłam własny biznes, żeby mieć całkowity wpływ na to jak i z kim pracuję, jak zarządzam swoim czasem. I wiecie co się stało? Mając to o czym marzyłam, pracując w taki sposób, jakiego pragnęłam, zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Było mi chyba za dobrze. Podświadomość oszalała: „Ale jak to? Pracujesz i się nie męczysz? Lubisz pracować? Bawi Cię to co robisz całymi dniami? Czujesz satysfakcję? Tak? No to w takim razie to nie jest praca!”. Te mechanizmy o ciężkiej pracy były tak głęboko we mnie zakorzenione, że kiedy praca nareszcie przynosiła mi radość, podświadomość odbierała to chyba jako zagrożenie. Jako coś nowego, nieznanego, niebezpiecznego. Ostrzegała mnie, że tam kryje się wróg. Coś się czai i zaraz Cię zeżre. Weź to zostaw i wróć do ciężkiej pracy. To jest Ci dobrze znane, czyli bezpieczne. Gdybym wtedy tym napływającym myślom uwierzyła, to przy pierwszym kryzysie, których w biznesie jest całe mnóstwo, od razu bym się poddała. Na szczęście powiedziałam NIE. Nie wrócę do starych nawyków. Będę systematycznie pracować nad nowymi. Będę budować nowe przekonanie o tym, że praca daje radość, satysfakcję, jest przyjemna i nie musi mieć nic wspólnego z ciężkością.

Piszę o tym po to, żeby pokazać inny sposób patrzenia na to jak można żyć i odbierać to, co do nas przychodzi. Piszę tutaj o pracy, ale to również dotyczy innych obszarów życia i wszystkiego co robimy. Tego jak nawiązujemy relacje, jak rozmawiamy z ludźmi, jak spędzamy wolny czas, jak poświęcamy się naszym pasjom. Piszę też po to, żeby pokazać, że rozwój to proces, że zmiana to proces. Nic nie dzieje się z dnia na dzień, ale każdego dnia możemy robić coś, jakąś malutką rzecz, żeby zmiany wprowadzać. Piszę też po to, żeby do tego tekstu wracać, w momentach kiedy ta ciężka praca znowu będzie chciała mi o sobie przypomnieć. Podstępna franca. Jak się znowu będzie dobijać, jak się tylko zza rogu wyłoni choćby malutki wyrzut sumienia, to ja sobie ten artykuł będę czytać i przypominać sobie o tym co jest dla mnie ważne.

Uważam, że życie może być łatwe i dawać radość. To zależy tylko ode mnie i jest w moich rękach.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcesz spytać o szczegóły podróży?

© 2019 Hotlabs Sp. z o.o. All rights reserved

regulamin       |       polityka prywatności