Jak i kiedy zacząć?

Gru 19, 2019 | 0 komentarzy

Zasiadłam dzisiaj, wreszcie, do napisania pierwszego artykułu na bloga. Bloga, którego planowałam prowadzić już od jakichś kilku lat. Zazwyczaj jak coś tak przeciągam, a tutaj ewidentne przeciągnięcie nastąpiło, nie da się ukryć, to później żałuję, że jednak mogłam zacząć wcześniej, że to przecież nic strasznego itepe itede 🙂 Natomiast w tym przypadku, tego bloga właśnie, cieszę się, że się wstrzymałam. Nie żałuję, że zaczynam właśnie teraz. Pierwszy raz cieszy mnie moja prokrastynacja. A dlaczego?

Cieszę się, ponieważ w trakcie tego odkładania zmieniała mi się co najmniej kilka razy koncepcja na to o czym będę pisać, jak będę pisać, jak często, co później z tymi treściami będzie się działo. Ciągle nie miałam pewności też czy ja na pewno tego chcę, czy ja na pewno mam coś do powiedzenia i pokazania ludziom. Czułam jakąś wewnętrzną presję, że to co stworzę musi być idealne, perfekcyjne, odpicowane, wypolerowane i dopiero może wtedy coś się zadzieje. Pewnie też się trochę bałam, bo przecież wystawiam się jako hejterski cel.

W trakcie tego odkładania zmieniałam się również ja. Zmieniało się moje środowisko prywatne, zawodowe, pojawiały się nowe wyzwania. Ale to co najbardziej spektakularne to jednak zmiana wewnętrzna. Rozwój osobisty to moja pasja, pewnie nie raz Ci o tym jeszcze przypomnę, a może nie będzie takiej potrzeby, bo to będzie po prostu jasne dla Ciebie jak słońce, jak zobaczysz co publikuję i z czym do Ciebie wychodzę. Uwielbiam się rozwijać we wszystkich obszarach. Gdyby tylko była taka praca, gdzie płacą za rozwój osobisty i uczenie się nowych rzeczy to ja bym tam była pierwsza i byłabym w tym świetna. Tak czuję 😉

I ta zmiana wewnętrzna pozwoliła mi nareszcie ruszyć z blogiem. Pozbyłam się gdzieś tej presji do bycia doskonałą. Zapędy perfekcjonistki oczywiście jeszcze są, pojawiają się, ale nie pozwalam już, żeby mnie blokowały. Być może jest to owocem ciągłej pracy nad pewnością siebie. Być może dzięki temu uwierzyłam jeszcze bardziej we własne możliwości, w ważność mojej misji i moją wiedzę, którą chcę się dzielić. Takie mam podejrzenia.

Przez ostatni rok również wiele się zmieniło, jeśli chodzi o sposób w jaki pracuję. Z wielką satysfakcją rzuciłam etat, który przeszkadzał moim wartościom. Zaczęłam uczyć się jak prowadzić prawdziwy biznes. Mogłam nareszcie w pełni zarządzać moim czasem, zadaniami, projektami, które w większości sama sobie wyznaczałam. Poświęciłam również wiele czasu na uczenie się marketingu. Co prawda miałam pewne ułatwienie w postaci 12-letniego doświadczenia w branży reklamowej, ale jednak marketing własnych usług, produktów, marki osobistej to troszkę inna para kaloszy. Niby dalej kalosze, ale trzeba w nich trochę pochodzić i sprawić, żeby stopa dobrze się ułożyła i żeby przestały obcierać. Uczyłam się tak naprawdę od początku tego jak budować markę osobistą, jak budować wizerunek marki, jak budować biznes online. I dalej się uczę. Dzięki procesom, które przeszłam, zyskałam również pewność czym ja tak w ogóle chcę się dzielić, na czym ja się znam, co mi daje radość, jaką wartość chcę Ci dać. Niebo się rozjaśniło, chmury się rozstąpiły i wyszło słońce, które oświetliło moją drogę. Och, jak poetycko się zrobiło. Poetycko srycko, do brzegu!

 A na brzegu na odpowiedź czeka pytanie jak i kiedy zacząć? Najlepiej wtedy, kiedy czujesz, że jest dobry moment. Kiedy czujesz, że Ci się chce, że załączył się motorek, który może Cię sprawnie popychać do celu. Zawsze taki moment nadwyżki energetycznej warto wykorzystać. Kiedy podejmuję decyzję o pewnym projekcie życiowym czy związanym z moją pracą albo pasją, to zazwyczaj na początku, kiedy pomysł się pojawia, euforia jest największa. Widzę same plusy albo bardzo mało minusów, jestem bardzo optymistycznie nastawiona i pełna nadziei na przyszłość. Im bardziej odkładam wykonanie pierwszego kroku tym większe prawdopodobieństwo, że dopadną mnie wątpliwości lub wręcz zaleją i utopią mój entuzjazm. Z zatopionym entuzjazmem ciężko jest wypłynąć na powierzchnię. Da się, ale jest o wiele trudniej. Tak że u mnie bardzo sprawdza się to, że pierwszy, mały krok, staram się wykonać od razu. Dzisiaj, za godzinę, za minutę, teraz! A jak przychodzą wątpliwości to już projekt jest rozpoczęty, a wtedy trudniej go zatopić. No ale tak jak napisałam na wstępie, czasami też trzeba coś przesunąć, odłożyć, poczekać aż dojrzeje, żeby cieszyć się z tego później 😀 Bardziej!

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcesz spytać o szczegóły podróży?

© 2019 Hotlabs Sp. z o.o. All rights reserved

regulamin       |       polityka prywatności