Jak to się stało, że zostałam coachem realizacji marzeń? Przecież miałam być stomatologiem.

Gru 29, 2019 | 0 komentarzy

Kiedyś myślałam, że zostanę stomatologiem. Praktycznie połowę czasu spędzonego w szkole podstawowej o tym marzyłam. A nawet to trenowałam. Tak tak, wymyśliłam sobie sposób na trenowanie plombowania zębów. Przecież to nic prostszego!

Za ząb zazwyczaj służyła gumka do ścierania w kolorze białym, mlecznym, czasami szarawym, jeśli zbyt długo siedziała w piórniku, w którym jak wiadomo, dzieją się różne rzeczy. Cyrkiel, a dokładnie jego ostra końcówka służyła mi za wiertło, takie ręczne, najgorsze, bo wolne a to musi boleć bardzo. Biały korektor w płynie służył jako wypełniacz i czasami jeszcze pilnikiem trzeba było coś wygładzić.

Ta zabawa na sto dwa zakończyła się wraz z pierwszą poważną lekcją chemii w liceum. Okazało się, że chemia jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Eksperymenty mega zajefajnie, jestem pierwsza, ale wzory chemiczne? Te hieroglify? To były tortury dla mojego mózgu. Postanowiłam to marzenie odpuścić, zastąpić innym.

Nie lubiłam chodzić do szkoły, teraz wiem, że to z powodu zbyt dużych ograniczeń i ram, do których trzeba było się dostosować, bo już na studiach czułam się wspaniale. Co nie znaczy, że wykorzystałam potencjał uczelni tak jakbym mogła, ale edukacja to osobny temat. Pewnie kiedyś napiszę o tym więcej, bo mam swoje przemyślenia. Wracając do tematu. Szkoły nie lubiłam, ale uwielbiałam się w szkołę bawić. Wielką frajdę sprawiało mi udawanie nauczycielki. Chciałam być wychowawcą, przewodnikiem, liderką. Chciałam decydować, wyznaczać drogę, egzekwować. Chciałam uczyć, pomagać tym co jeszcze nie wiedzą, dzielić się pomysłami. No ale jak tu zostać nauczycielką? Przecież nauczycielki mało zarabiają, tracą głos, muszą się użerać z rozpieszczonymi dzieciakami, z trudną młodzieżą, brać odpowiedzialność, a nawet mogą iść do więzienia jak się wydarzy jakiś wypadek, na przykład na wycieczce. Tak wiele osób odradzało, że nastolatka zrezygnowała i z tego pomysłu. Nie żałuję.

Poza stomatologiem i nauczycielką pojawiały się takie pomysły jak lekarz, dziennikarz, psycholog, księgowa, pani z biura, pani z poczty, nawet makler. Pomysły płynęły zewsząd. Misz masz totalny. Moi mądrzy rodzice do niczego mnie nie namawiali, sugerowali, że przyszłość to moja decyzja. Finalnie wybrałam studia ekonomiczne, ze specjalizacją transport i spedycja. I tak po 5 latach studiów zostałam spedytorem i jako spedytor nie przepracowałam ani jednego dnia. Za to stałam obok kilku spedytorów na praktykach w firmie transportowej. Stałam obok nich przez cały miesiąc obowiązkowych praktyk. Obok tych spedytorów i ksera. O spedycji nauczyłam się tyle, że trzeba dużo kserować, normalnie kilogramy, tony papierów. Nuuuudyyyy. Prawdopodobnie wtedy właśnie uznałam, że lepszy biznes to prowadzenie punktu ksero, przynajmniej twarze i materiały się zmieniają. Coś się dzieje.

Pod koniec studiów zainteresowałam się marketingiem, promocją, reklamą. Nawet w tym temacie napisałam pracę magisterską. Tak się ciekawie poukładało, że zaczęłam pracować w agencji reklamowej. Wciągnął mnie ten kolorowy świat. Byłam zachwycona ciągle nowymi projektami, poznawaniem nowych osób, rozwiązywaniem problemów, pracą dla znanych marek, które sama lubiłam i używałam. Oglądałam w telewizji owoce swojej pracy, no to było coś. W pewnym momencie coś jednak zaczęło mi przeszkadzać. Zauważyłam, że tak, pracuję z ludźmi, ale ludzie się nie liczą, bo liczą się produkty. To nie człowiek był najważniejszy, tylko marka. To nie o dobro jednostki chodziło, a o dobrą sprzedaż produktu.

Pojawiły się wątpliwości czy ja na pewno właśnie tego dla siebie chcę. Czy ja właśnie tym chcę się zajmować. Jednocześnie zaczęłam skupiać się na własnym rozwoju. Odkrywałam swoje potrzeby, wartości, misję życiową. Zaczęłam czuć się coraz gorzej w miejscu, które do tej pory uznawałam prawie za swoje przeznaczenie. Zaczęły się zgrzyty. Zgrzyty wewnętrzne. Szłam do pracy, ale czułam, że cała moja wola ciągnie mnie w inne miejsce. Jeszcze nie miałam pojęcia jakie, ale wiedziałam, że nadchodzi czas zmian.

Systematyczna praca nad sobą zaprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem i prowadzi dalej. Otworzyłam się na zmiany, otworzyłam się na siebie i swoje potrzeby. Zaczęłam myśleć o tym czego ja chcę i co jest dla mnie ważne, a nie o tym czego oczekują ode mnie inni. To była rewolucja. To był kilkuletni proces, w którym wykluł się pewien pomysł. Natomiast jego i moja transformacja trwa cały czas i bardzo mi to pasuje. Ten pomysł sprawił, że o rozwoju osobistym zaczęłam myśleć jako o sposobie na życie. Zapragnęłam tę pasję i moją wiedzę wykorzystać do stworzenia sobie miejsca pracy. I tak zrobiłam.

Od dziecka uwielbiałam marzyć, a jeszcze bardziej te marzenia realizować. Ogromną frajdę sprawiało mi projektowanie przyszłości. Bardzo interesowały mnie też wszystkie tematy związane z siłą umysłu, podświadomością, psychologią pozytywną, sennymi marzeniami. Jednocześnie miałam silną potrzebę bycia świadomym człowiekiem. Chciałam wiedzieć, jak działam ja, jak działają inni ludzie, jak działa świat, więc czytałam, uczyłam się i rozwijałam. Będąc na drodze rozwoju osobistego obserwowałam, jak się zmieniam, jak pewne procesy na mnie dobrze wpływają. Zaczęłam lepiej rozumieć siebie, ale też innych ludzi. Zrozumiałam też jak istotną rolę w życiu ma budowanie poczucia własnej wartości oraz ile energii daje spełnianie swoich marzeń. W między czasie przyszedł pomysł, żeby zająć się coachingiem. A pomysł na specjalizację? Wyszedł naturalnie, od marzeń. I tak właśnie się stało, że pracuję jako coach realizacji marzeń. Pomagam świadomie realizować marzenia, odkrywać talenty i nareszcie uwierzyć w siebie.

Moja transformacja ciągle trwa i już nie mogę się doczekać co to będzie za kilka tygodni, miesięcy, lat. Czym jeszcze siebie zaskoczę?

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcesz spytać o szczegóły podróży?

© 2019 Hotlabs Sp. z o.o. All rights reserved

regulamin       |       polityka prywatności